Przedstawiciele związków związkowych, które działają w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych chcą się spotkać z kierownictwem zakładu. Od efektów tego spotkania uzależniają, czy spór zbiorowy zakończy się strajkiem czy rozpoczną się rozmowy w sprawie podwyżek dla pracowników.

Odbyły się spotkania naszych organizacji zakładowych. Teraz chcemy się spotkać z pracodawcą. Termin nie został ustalony, ale od wyniku tego spotkania zależą nasze dalsze kroki. Nic jeszcze nie zostało przesądzone - powiedziała Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS.

Powodem wzburzenia związkowców jest stanowisko kierownictwa zakładu z 25 maja. W czasie spotkania z władzami firmy partnerzy społeczni zażądali bezwarunkowego podziału posiadanych przez pracodawcę środków i realizację ciążących na pracodawcy zobowiązań, które wynikają z zakładowego układu zbiorowego pracy w zakresie corocznej podwyżki wynagrodzeń. Do końca tego roku wszyscy pracownicy powinni dostać podwyżki w wysokości, co najmniej 700 zł. Teraz w ZUS-ie zarabia się średnio 3200 zł brutto, czyli o tysiąc złotych mniej niż wynosi płaca w sektorze przedsiębiorstw.

Kierownictwo ZUS w zasadzie uznało możliwość warunkowego podziału pozyskanych środków na podwyżki wynagrodzeń pracowników, ale pod warunkiem, że strona związkowa wyrazi zgodę na zmiany czasu pracy oraz konstruktywnego podejścia do projektów etatyzacji i zmiany modelu organizacji w Zakładzie. Nie możemy się zgodzić na tak wielkie obciążenie pracowników i to przed spodziewanym w październiku zwiększeniem ilości klientów związanym z obniżeniem wieku emerytalnego- powiedziała Beata Wójcik.

Związkowcy podkreślają, że jeśli pracodawca nie zgodzi się na ich propozycję, to zgodnie z obowiązującym prawem wejdą w spór zbiorowy. Podmiot, który zgłasza spór może uprzedzić, że w razie nieuwzględnienia jego żądań zostanie ogłoszony strajk. Tak jak jest w przypadku pracowników ZUS. Przy czym ustawa określa, że dzień zapowiedzianego strajku nie może przypadać przed upływem 14 dni od dnia zgłoszenia sporu. Teraz więc wszystko zależy od kierownictwa ZUS.

Centrala ZUS wyjaśniła, że zarząd otrzymał 26 maja 2017 r. żądania organizacji związkowych. Ze względu na brak możliwości spełnienia wszystkich ich postulatów (w tym o podwyżce 700 zł do końca roku, nie do udźwignięcia ze względów budżetowych), doszło do formalnego wszczęcia sporu zbiorowego.

Nie oznacza to jeszcze natychmiastowej eskalacji konfliktu. Zakład 30 maja 2017 r. przedstawił swoje merytoryczne stanowisko w sprawie żądań zgłoszonych w sporze zbiorowym i zaprosił organizacje związkowe na spotkanie, które ma na celu zakończenie sporu. Tym samym rozpoczną się rokowania. Jeśli nie przyniosą one satysfakcjonujących efektów, spisany zostanie protokół rozbieżności i rozpoczną się mediacje, a w razie ich niepowodzenia możliwy będzie arbitraż. Formalnie, dopiero po ewentualnym fiasku arbitrażu możliwy będzie strajk. Nie jest to jednak pierwszy spór zbiorowy w ZUS, dlatego obawy przed strajkiem w zakładzie są przedwczesne.