Jesteśmy w szoku. Lekarka nie wiedziała jak postąpić z dzieckiem po ukąszeniu kleszcza. Teraz może być problem.

Julia i Mirek mają dwoje dzieci. Ostatnie dni upływają pod znakiem pięknej pogody, więc każdą wolną chwilę spędzają z nimi na wolnym powietrzu. Kilka dni temu, po powrocie do domu, podczas kąpieli, Julia zauważyła na głowie córeczki kleszcza. Ponieważ nie był to koniec dnia, rodzice natychmiast udali się do lekarza. I w poradni lekarskiej nastąpiło coś, co wydaje się niemożliwe. Lekarka nie wiedziała, jak w tym wypadku postąpić.

Po pierwsze – pani doktor nie potrafiła usunąć pasożyta. Wzięła pincetę i usunęła kleszcza. Zrobiła to jednak tak nieudolnie, że część pasożyta pozostała w ciele dziewczynki.

Po drugie – pani doktor nie wiedziała, że rodziców należy z insektem wysłać do stacji Sanepidu, by tam przebadano go na nosicielstwo groźnych dla człowieka chorób. Lekarka po prostu kleszcza zabiła i wyrzuciła do kosza. Teraz więc nikt nie wie, czy dziecko zostało zarażone, czy nie. Istnieje taka obawa, ale o tym za chwilę.

Po trzecie – miejsce na głowie, gdzie kleszcz się wpił, pani doktor spryskała octaniseptem i uznała, że to wystarczy. Rodzicom zaleciła dwutygodniową obserwację dziecka. Nie wdrożyła kuracji antybiotykowej uznając, że byłoby to bardziej szkodliwe niż ewentualne zarażenie groźną chorobą.

Cztery dni po ukąszeniu na ręce dziecka pojawił się tzw. rumień. Na razie dziecko jest diagnozowane. Nie wiadomo jeszcze, czy to oznaka bardzo groźnej choroby, zwanej boreliozą, czy tylko alergiczna reakcja organizmu na substancje, które kleszcz wpuścił do krwi. Jeśli to jednak borelioza, dziecko i tak będzie musiała przejść długie i skomplikowane leczenie antybiotykami, znacznie mocniejszymi i trwające nawet 1,5 roku.. Gdyby wdrożono prewencyjną kurację antybiotykową natychmiast, po dwóch tygodniach byłoby po wszystkim. Co więcej, gdy borelioza już się rozwinie, nawet antybiotyki nie zawsze pozwalają na jej całkowite wyleczenie.

Kleszcze są nosicielami kilku innych bardzo groźnych chorób. Dlatego w razie ukąszenia przez kleszcza wizyta lekarska jest absolutną koniecznością. A u samego lekarza nie dajmy się zbyć stwierdzeniem, że rankę wystarczy odkazić.

***

Ponieważ już mamy pytania o to, skąd rumień na ręce, skoro do ukąszenia doszło na głowie, my również zapytaliśmy o to specjalistę. Jest to tzw. rumień wędrujący, zwany też "bawolim okiem". Początkowo pojawia się wokół ranki, następnie zaczyna się przemieszczać po skórze. Nie zawsze jest wyraźnie widoczny, zwykle jednak ma średnicę do 5 cm. Po pewnym czasie zanika, co nie znaczy, że choroba przestała się rozwijać.