Nowy rodzaj umów o pracę dla osób, które rozpoczynają karierę zawodową albo pracują na tzw. umowach śmieciowych oraz wydłużenie ich urlopu proponuje Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy. Do marca 2018 r. ma przygotować nową wersję Kodeksu pracy.

Komisja chce, żeby każdemu pracownikowi zatrudnionemu na umowę o pracę będzie od razu przysługiwał 26-dniowy urlop (dziś na początku kariery można liczyć tylko na 20 dni).

Projekt dłuższego urlopu akceptuje rząd, ale nie wiadomo, czy spodoba mu się pomysł zmian w umowach śmieciowych.
Oprócz tego, że od początku pracownicy będą mogli korzystać z 26 dni wolnego, zakłady pracy będą jeszcze mogły wydłużyć ten okres. Nowe propozycje zakładają jednak, że wolne dni trzeba będzie wykorzystać w tym roku, za który przysługują. Nie będzie można przekładać go na kolejny rok.

Gdyby nowe przepisy weszły w życie, nie byłoby też możliwości dorabiania sobie podczas urlopu czy to u innego pracodawcy, czy nawet w macierzystej firmie tyle, że na podstawie innej umowy. Jeśli pracownik pójdzie na urlop, to będzie mógł robić co zechce, tylko nie zarabiać. Przedstawiciele OPZZ i pracodawców z Konfederacji Lewiatan już w ubiegłym miesiącu skrytykowali te propozycje.

Komisja chce też zlikwidować umowy zlecenia i umowy o dzieło. Obok istniejącego dziś etatu, ma się pojawić możliwość zatrudnienia na umowę o pracę nieetatową.

To nie koniec zmian. Jak mówił w ubiegłym miesiącu wiceminister Marcin Zieleniecki, nowością będzie też ograniczenie uznaniowych składników pensji. Nowy Kodeks Pracy ustali procentowy udział tych części wynagrodzenia, których wysokość zależy od decyzji przełożonego. - Ma to zapewnić stabilną wysokość pensji - wyjaśniał Zieleniecki.

To, jaki kształt przyjmą ostatecznie przepisy, będzie zależało ode resortu pracy, którym kieruje Elżbieta Rafalska. Propozycje zmiany w kwestii długości urlopów i form umów to tylko jeden z elementów nowych regulacji rynku pracy. Rząd jest też bowiem coraz bliżej przyjęcia kontrowersyjnego projektu zakazu handlu w niedziele.

Z tym projektem jest jednak problem. Gabinet Beaty Szydło na tyle zmienił jego formę, że "Solidarność", która była autorem propozycji, odcięła się od prac nad dokumentem. Według najnowszych ustaleń wolne od handlu miałyby być dwie niedziele w miesiącu, ale wicepremier Mateusz Morawiecki nie wyklucza, że to się jeszcze może zmienić.

"Solidarności" natomiast zależy na wolnej każdej niedzieli. Według związkowców mają na tym skorzystać przede wszystkim pracownicy centrów handlowych i marketów, którzy będą mogli poświęcić siódmy dzień tygodnia rodzinom.